Witam Cię miły gościu.

Zaglądasz do mnie, jakże mi miło.
Zostaw komentarz, swój link, żebym mogła Cię odwiedzić, jeśli mnie zaprosisz.

Jeśli przemkniesz bez śladu, może nie będę płakać ale będzie mi smutno.


Przeglądaj archiwum

Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 11 marca 2013

Oleńka - 13

Nie buntuj się. Jesteśmy z tobą – mówiąc, gładziła mnie po włosach, jak najczulsza matka. W  tym geście było tyle ciepła, matczynej troski, że wtuliłam się mocniej w jej ramiona i tylko kiwałam głową na znak, że się godzę na ich propozycję. Ze wzruszenia nie mogłam wydobyć z siebie głosu, bo nagle  zrozumiałam, że nie jestem sama, że mój synek będzie miał odpowiednią opiekę i leczenie. Jakaż to była ulga dla mnie. Pomyślałam, że powinnam im zaufać, dać szansę im i mojemu synkowi. Jednak duma i urażona ambicja jeszcze mną targały. W jednej chwili podjęłam decyzję.
- Dziękuję za chęć pomocy – zaczęłam mówić powoli, z namysłem – ale chcę być wobec państwa w porządku i zgadzam się na badanie genetyczne. Chcę tego, żebyście państwo nie mieli cienia wątpliwości, bo ja nie mam, to naturalne. Robię to dla was.
Po tych słowach wyprostowałam się, butnie patrząc  na ich zaskoczone twarze. Zauważyłam, że twarz ojca się rozluźniła, nawet lekko się uśmiechnął, a matka odruchowo przyłożyła dłoń do ust, jakby chciała stłumić westchnienie czy okrzyk radości. Nie wiem, co oznaczał ten odruch, nie miałam czasu zastanawiać się, bo pan mecenas nagle zaproponował obiad  w znanej i moim zdaniem bardzo drogiej restauracji.
- Kochani – prawie wysapał podekscytowany obrotem sprawy – skoro doszliście do porozumienia, to zapraszam na dobry obiad  do „Anturium”. Należy nam się wszystkim chwila relaksu i wyśmienite jedzenie. A nigdzie nie dają tak dobrze zjeść, jak u... - zawiesił głos, po czym uśmiechnąwszy się do ojca,  mówił dalej. - Przy obiedzie obgadamy wszystko na spokojnie, zaplanujemy dalsze kroki, a ty moja panno – zwrócił się do mnie – po obiedzie pojedziesz do domu i porządnie się wyśpisz, bo widzę, że ledwo się słaniasz na nogach. Najpierw dobre jedzonko, a potem spanko – dokończył żartobliwie.
Cóż miałam odpowiedzieć na takie dictum. Zgodziłam się, bo mówił prawdę. Nie dosypiałam, nie dojadałam i wyglądałam jak przysłowiowe półtora nieszczęścia. Teraz, skoro już wiem, że  Tomeczek będzie w dobrych rękach, mogę spokojnie odpocząć. Gdzieś z tyłu głowy tłukła się myśl o chorej matce, o tym, że miałam pojechać do ojca, że chciałam poprosić Marcina, aby zajął się sprawą pobicia matki, ale uznałam, że te sprawy mogą poczekać. Teraz najważniejszy był mój syn i moje zdrowie. Zaczynał się dla mnie nowy okres w życiu. Poznałam rodziców Tomka i ode mnie zależało czy nasze relacje będą prawidłowe.  Znajomość zaczęła się niezbyt fortunnie, ale zauważyłam, że rodzicom Tomka bardzo zależy na dobrych stosunkach, szczególnie matce, bo ojciec w dalszym ciągu sprawiał wrażenie nieufnego i niezadowolonego  z całej sytuacji, aczkolwiek już nie był tak nabzdyczony, jak przy pierwszym spotkaniu.       
- Musimy iść do „Anturium”? - szepnęłam do mecenasa. - Nie jestem odpowiednio ubrana, tam taki szpan... Będę się źle czuła...
Moje słowa usłyszała matka i od razu zareagowała.
- Moja droga, wyglądasz całkiem dobrze... Nie tylko strój zdobi kobietę, a poza tym... - zmrużywszy lekko oczy, uśmiechnęła się, dodając mi tym otuchy.  -  Nic się nie przejmuj, to nasza restauracja...
- Ooo... - wyrwało mi się nieopatrznie. - Nie wiedziałam, to znaczy Tomek się nie pochwalił, że ma rodzinną restaurację.
- Z tą restauracją, to cała historia, Tomek był przeciwny, ale za dużo jest do wyjaśniania...Kiedyś ci opowiem – odparła matka i wzięła mnie pod rękę.
- I tak oto dowiedziałam się czegoś nowego o Tomku. Nigdy nie wspomniał o restauracji, nie zapraszał mnie do domu, chociaż znaliśmy się dość długo. Wcześniej nie myślałam, dlaczego,  ale teraz zaczęło mnie to zastanawiać. Ja opowiedziałam mu wszystko o mojej rodzinie, a on zaledwie zdawkowo, że pracują, ojciec ma biznes, matka mu pomaga i nic pond to. „Ileż mnie jeszcze czeka nowości?” myślałam, krocząc obok matki Tomka. Idący za nami panowie o czymś żywo rozmawiali. Po tonie ich głosów można się było domyślić, że nie jest to miła pogawędka, raczej sprzeczka, a nawet ostry spór.
- Macieju, a może podjedziemy samochodem? – matka przystanęła, zwracając się do męża. - To dość kawałek, a Oleńka jest zmęczona... proszę...
Mężczyzna, nie odpowiadając machnął wymownie ręką, co miało oznaczać: Nie, albo nie zawracaj mi głowy bzdetami. Nie spodobało mi się to, przecież mógł ten gbur wydusić z siebie parę słów, albo  spełnić prośbę żony, tym bardziej przy obcych ludziach. Mnie mógł olewać, ale żonę? Zrobiło mi się jej żal. Nie skomentowała zachowania męża, tylko  szła dalej, udając, że nic się nie stało. A według mnie stało się dużo. Gest męża dobitnie świadczył o tym, że jej nie szanuje. Jednak nie myliłam się przy pierwszym poznaniu. Ojciec Tomka, to gbur, ważniak, jak mało kto. Nie tylko jego zachowanie i wyraz twarzy  pozwalały na takie na określenia. Sama postura budziła respekt. Wysoki wzrost, zwalista budowa ciała i ten potężny kark, niczym u bezwzględnego bodyguarda nie wzbudzały sympatii. Matka, to uosobienie  delikatności, taktu, elegancji. Drobniutka, zgrabna, bez przerwy uśmiechnięta mimo ciężkich przeżyć. Budziła zaufanie i sympatię, prawie od pierwszego spojrzenia. A gąszcz pięknych włosów, okalających drobną twarz dodawał jej niezwykłego uroku. Idąc obok czułam się pewnie, bezpiecznie, tak ja czułam się przy Tomaszu. Byli bardzo do siebie podobni. Patrząc na nią, widziałam Tomka. To było dziwne uczucie, ale być może sprawiło, że  polubiłam tę kobietę. Natomiast jej męża, nie.  "Nie wiem czy kiedykolwiek go polubię i zmienię o nim zdanie”, pomyślałam, obserwując go wchodzącego do restauracji. Najpierw on, a potem dopiero my.  "Pan i władca pierwszy, a plebs za nim", tak mi się skojarzyło i w tym samym momencie uświadomiłam sobie, że nie muszę się go obawiać. Będę mówić to, co uznam za stosowne, nawet jeśliby się miał na mnie obrazić. Odezwała się we mnie przekorna duszyczka. Czasem  warto komuś się postawić, żeby nie pozwolić się wdeptać w ziemię. A czułam, że on miał jakiś ukryty zamiar. Nie myliłam się, ale to wyszło znacznie później...

cd.  

15 komentarzy:

  1. noooo wkońcu.....dziękuję bardzo i proszę o jeszcze ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, jak cudownie, że jest kolejny odcinek!!!
    Bardzo dziękuję.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam z zapartym tchem i z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg. Zapraszam do mnie na " Urokliwe miejsca kultu ".

    OdpowiedzUsuń
  4. UF... nareszcie doczekalam sie i ja. DZIEKUJE
    Bozena NYC

    OdpowiedzUsuń
  5. Azalio dziekuję za kolejny odcinek, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak miło tu wpadać... ten domek taki ciepły na powitanie i treść wciągająca jak wir!
    Proszę, powiedz co dalej? Serdeczności!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. I'm truly enjoying the design and layout of your site. It's a very easy on the eyes
    which makes it much more enjoyable for me to come here
    and visit more often. Did you hire out a designer to create
    your theme? Fantastic work! kliknij - storna, http://www.

    medi-119.com/index.php?mid=knowhow_06&page=53&document_srl=130632

    OdpowiedzUsuń
  8. Och, nareszcie się doczekaliśmy, Azalio, a teraz szybciutko następne wątki, kochana, bo już pragniemy wiedzieć, co dalej. Pozdrawiam serdecznie
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślałam ,że już nie wrócisz ...
    Takie ciekawe opowiadanie, grzech nie skończyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Koniecznie muszę to wszystko o Olence przeczytać.Zaczęlam od konca.Ale tak mnie zaciekawilo,że muszę przeczytać od początku.Jesteś bardzo utalentowana.Powinnaś wydać jako ksiazeczkę.Wspaniale piszesz i dumna jestem,że cię poznałam.Pozdrawiam serdecznie.Hala.

    OdpowiedzUsuń
  11. Buuu.. dałam komentarz i nie ma, buuuu.... Laura

    OdpowiedzUsuń
  12. i mojego tez nie ma...

    OdpowiedzUsuń