Witam Cię miły gościu.

Zaglądasz do mnie, jakże mi miło.
Zostaw komentarz, swój link, żebym mogła Cię odwiedzić, jeśli mnie zaprosisz.

Jeśli przemkniesz bez śladu, może nie będę płakać ale będzie mi smutno.


Przeglądaj archiwum

Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 19 września 2010

Stara miłość nie rdzewieje ??? ( 32 )

Kuba zmarszczył brwi i spojrzał na mnie z wyraźną dezaprobatą. Byłam pewna, że zaraz powie - Jak możesz, w ustach kobiety takie słowo. Może i chciał ale nie zdążył bo do bramki podszedł kierowca i zapytał gdzie można wjechać. - Kuba, przestaw swój samochód, bo przecież nie będą taskać lodówki sprzed bramy - ponagliłam go. Nie miałam pojęcia co robić. Lodówka za chwilę będzie w domu, a ja nie mam całej kwoty. Panowie szybko uwinęli się. Zabrali starą lodówkę, a nową rozpakowali, ustawili i poinstruowali nas jak włączyć i na co zwracać uwagę. Celowo nie zaczęłam wcześniej rozmowy o pieniądzach, bo pomyślałam, że jak ją rozpakują i ustawią, to nie będą jej z powrotem zabierać i jakoś się może dogadamy. Nie pomyliłam się. Kiedy powiedziałam co nam się przytrafiło z kartą bankomatową i wyłożyłam pieniądze na stół, sympatyczni panowie przystali na to, żebym dowiozła brakujące pieniądze następnego dnia. Nie była to zawrotna kwota bo zaledwie 120.00 zł. Podpisałam odpowiednie oświadczenie i było po kłopocie. Oglądałam lodówkę i nie mogłam nacieszyć się, tak mi się spodobała. Szczególnie cztery szuflady zamrażalnika w dolnej części. Myślałam, że Kuba będzie cieszył się razem ze mną ale nic takiego nie nastąpiło. Siedział osowiały i tylko palił papierosa za papierosem. Pewnie jest zawstydzony, że się nie spisał w bankomacie, myślałam, albo urażony moim nieparlamentarnym słowem.
Podeszłam i na wszelki wypadek go przeprosiłam ale nie to mu chodziło.
- W czym rzecz kochanie? - Spytałam polubownie. - Co jest nie tak?
- Ja cię nie rozumiem, jak możesz być tak bezmyślna - wyrzucił jednym tchem.
Zrobiłam wielkie oczy, bo zgłupiałam. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Patrzyłam i czekałam aż się wysłowi. On chodził po kuchni, rzucał niechętne spojrzenia w kierunku lodówki, to na mnie, aż w końcu wygarnął mi. - Po co ci taka duża lodówka i taka droga? Ta która była przedtem, była w sam raz i pasowała do kuchni, a ta nowa jest wielka jak słoń i sięga prawie do sufitu. Po co taka duża, przecież nie masz licznej rodziny, a teraz nie musisz robić zapasów, bo wszystko można kupić na każdy dzień....itd, itp. Gadał jak najęty i coraz bardziej się ekscytował, a mnie się zachciało śmiać. Słuchałam go ale swoje myślałam. Mogłam powiedzieć krótko,"kochanie to jest mój dom i kupuję to co mi się podoba" ale nie chciałam zaostrzać sytuacji, a poza tym rozśmieszyły mnie jego argumenty. Znowu wylazł z niego minimalista. Wszystko małe, tanie, nie rzucające w oczy. Postanowiłam być ugodowa i pro forma przyznałam mu rację. - Wiesz, może i prawdę mówisz, nie przemyślałam tego dobrze ale teraz już po herbacie. Ważne, że jest nowoczesna, energooszczędna i sama się będzie rozmrażać. Obejrzyj ją w środku to ci się na pewno spodoba. Trafiłam w dziesiątkę, bo chyba nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Zbiłam go z pantałyku i w tej sytuacji nic innego mu nie pozostało jak tylko zajrzeć do lodówki. Oglądał, dumał, sprawdzał, na koniec uśmiechnął się i powiedział - no niech ci będzie. Może zostać. Dobre sobie, pomyślałam, "może zostać",zezwolił łaskawca. - Wiesz co kotku - spojrzałam mu przymilnie w oczy. - Bądź tak dobry i umyj ja w środku, a ja się na chwilę położę, bo czuję się zmęczona. Nie czekając na odpowiedź, wręczyłam mu ścierki, płyn do mycia, wytłumaczyłam jak ma to zrobić i poszłam do pokoju. Kiedy skończył poprosił, żebym sobie powkładała wszystkie wiktuały. Po załadowaniu lodówki zjedliśmy kolację i Kuba wyciągnął z torby butelkę wina. - To oblejmy ten twój nabytek - zaproponował. - Mnie się nie bardzo on podoba ale jak ty jesteś zadowolona, to dobrze. Znowu ugryzłam się w język i przesłałam mu radosny uśmiech. Niech się cieszy. Nie wiem czemu się rzucał o wielkość lodówki. Mniejsze nie były wcale tańsze, no może o dwieście, trzysta złotych ale nie były tak wyposażone jak ta. Kiedy kończyliśmy wino zadzwonił telefon. To była moja córka. - Mamo, przyjedź na dworzec do Bielska, bo uciekł mi ostatni autobus i nie mam czym się dostać do domu. Zaniemówiłam. Ja nie mogę jechać, wiadomo dlaczego, a Kuba jest po alkoholu. Dziewczyna z tak długiej drogi, z bagażami i bez możliwości dotarcia do domu. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. - Córcia, nie spodziewałam się ciebie, przecież miałaś wrócić we wrześniu - mówiłam cokolwiek, żeby zyskać na czasie i móc coś wymyślić. - Mamo ale nie jestem sama - usłyszałam w słuchawce. - Jest ze mną mój znajomy z Włoch. On też pojedzie do nas. Drugi raz zaniemówiłam. Kompletnie mnie zamurowało. Nie dość, ze przyjeżdża dużo wcześniej i nie powiadomiła mnie o tym, to jeszcze przywozi jakiegoś fagasa i to przed nocą. To mnie zeźliło. - Kochanie, ja nie mogę przyjechać, bo mam rękę unieruchomioną. Weźcie taksówkę. - Jak to masz rękę unieruchomioną - zapytała. - Wiesz ile kosztuje taksówka, mamo, wymyśl coś, plissss - zakwiliło moje dziecię. - Nic teraz nie wymyślę, bierzcie taksówkę a jak nie to idźcie do hotelu. Rano przyjedziecie. Córka była zawiedziona, a ja z jednej strony zadowolona, że już wraca z tych pechowych wojaży, a z drugiej niezadowolona, że tak to wszystko wyszło. Zawsze gdy gdzieś wyjeżdżała, to odwoziłam ją do pociągu, a potem gdy wracała czekałam na dworcu. Była pewna, że i tym razem tak będzie. Sprawiłam jej zawód ale ona mnie też. I do tego ten nie spodziewany gość. - Kuba, kochanie - zwróciłam się do zmartwiona. - Mam kłopot. Wraca Ksenia i to nie sama, z jakimś facetem, a w jej pokoju są twoje rzeczy i pościel trzeba zmienić, poza tym pokoik na górze jest nieprzygotowany, bo chyba tam będzie spał ten jej znajomy. No a ty...wracasz do mnie... - mrugnęłam zawadiacko. Kuba był nie mniej zaskoczony niż ja. - Jeśli wezmą taksówkę, to za godzinę będą na miejscu. Musimy się pospieszyć, kochanie. Ja zabiorę się za jej pokój, a ty idź na górę z odkurzaczem i ogarnij tam trochę ile możesz. Kuba bez słowa zabrał się za robotę. Nawet szybko mu to poszło, bo chyba ucieszyła go okazja powrotu do mojego łóżka. Ja się jeszcze guzdrałam w pokoju Kseni, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zostawiłam pościel i poszłam otworzyć. Gdy weszli do mieszkania w pierwszej chwili doznałam szoku. Córka ścięła swoje piękne długie włosy, przefarbowała z blond na czarno i bardzo zeszczuplała. Przede mną stała wiotka, można powiedzieć chuda dziewczyna z czarnymi włosami ściętymi na zapałkę, a obok niej lekko przejrzały "młodzian" słusznego wzrostu, z kędzierzawą szpakowatą czupryną i śniadą cerą. - Mamo, to jest Natale - dokonała prezentacji, jednocześnie całując mnie. Podałam mu rękę, a on łamaną polszczyzną, śmiejąc się całą gębą wydukał - Dzendybry mamma. W uśmiechu błysnął niewiarygodną bielą zębów, co przy jego śniadej cerze robiło niesamowite wrażenie. Na pierwszy rzut oka spodobał mi się. Miał szczerą twarz i jasne spojrzenie, chociaż oczy czarne. Takie spojrzenie mają ludzie bez kompleksów. A do tego spodobał mi się uścisk jego ręki. Pewny, mocny i ciepły. To niby detale ale w pierwszym kontakcie bardzo ważne. Nie cierpię u facetów rybich uścisków dłoni. Od razu tracę sympatię do takich ludzi. Sama mam mocny uścisk i być może dlatego jestem wyczulona na to.
W tej samej chwili moja córka wybałuszyła oczy i szeptem spytała - A to kto? - wskazując głową na Kubę stojącego w pokoju. - Ja też mam niespodziankę, córciu - odwróciłam się i dałam znak skinieniem głowy aby Kuba podszedł. - To jest Kuba, z Lublina,znasz go z moich opowiadań i zdjęć. Kuba stanął obok jakoś tak niepewnie. Ksenia podeszła, podała mu rękę i powiedziała - Nareszcie mam okazję pana poznać. Myślę, że się tu panu dobrze mieszka? Kuba coś mruknął, uśmiechnął się i widziałam, że nie wie co dalej robić. - No, teraz kolej na panów - ratowałam sytuację. - Poznajcie się - dokonałam prezentacji. Panowie uścisnęli sobie ręce i znowu zapadła cisza. - Zrobię wam kolację - wyszłam z propozycją, żeby rozładować martwą atmosferę. - Mamo ja zrobię, bo ty nie wiesz co lubi Natale - ubiegła mnie córka.
- Myślałam, że chcesz odpocząć ale jak nie to proszę, kuchnia jest twoja. W lodówce jest wszystko co potrzeba, to my wam nie przeszkadzamy, idziemy do siebie - dodałam i wyszliśmy do pokoju. - No popatrz - zwróciłam się do Kuby, gdy zamknął drzwi od pokoju. - Ten Natale, nie dość, że ma jakieś dziwne imię to jeszcze ma wymagania w jedzeniu. A ty czemu byłeś taki nieswój, co? - A bo tak jakoś to wszystko szybko się stało. Nie wiedziałem co powiedzieć, przecież wiesz, że jestem zawsze speszony przy obcych - usprawiedliwiał się. - Jak ci się spodobała moja córka - spytałam nieśmiało, bo byłam ciekawa jakie wrażenie odebrał. - Kuba chwilę odczekał i powiedział coś co mnie trochę zaskoczyło. - Dziewczyna jak dziewczyna. Wysoka, zgrabna, tylko... - Co tylko? - Nie wytrzymałam. No co? - Tylko nie jest ani trochę podobna do ciebie i nie ma biustu takiego jak ty. - No wiesz - obruszyłam się. - Jak możesz. Dlaczego powinna być podobna do mnie i po co jej duży biust? Jest podobna do swojego ojca, toczka w toczkę, a biust ma w sam raz do swojej figury. - No właśnie - brnął dalej jak potłuczony. - Podobna do swojego ojca. Gdyby była podobna do ciebie to byłaby ładniejsza i ten biust, wiesz, że u kobiety to najważniejszy atut. Powiedział co wiedział, odszedł do okna i zapalił papierosa. Zagryzłam usta, żeby nie wybuchnąć, a miałam na to wielką ochotę. Jak można do matki mówić takie rzeczy o córce. W czym mu przeszkadza to, że jest podobna do ojca i do czego potrzebny mu jej biust. Gotowało się we mnie. Jego niedelikatność sięgnęła zenitu. Gdyby w kuchni nie było nikogo, to dostałby za swoje. Patrzyłam na jego profil na tle okna i pomyślałam z goryczą, "chłopie ty nie zdajesz sobie sprawy z tego jaką masz przez te durne słowa u mnie krechę". Nie odezwałam się nic. Zapaliłam papierosa i wyszłam do kuchni. Młodzi siedzieli przy kolacji. - Zajmuję teraz łazienkę - oznajmiłam. - Po mnie będzie się kąpał Kuba.
Kiedy byłam już w łazience, usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam. Ksenia wśliznęła się do środka. - Co się stało córcia? - spojrzałam na nią. - Nic mamo, tylko chciałam się spytać jak długo tu będzie Kuba. - A czemu pytasz? - No bo zaprosiłam Natale na miesiąc i wiesz, będzie nam ciasno. Jedna łazienka i... - Na ile?! - uniosłam się. - Bez uzgodnienia ze mną?! Ty chyba na głowę upadłaś. Przywozisz obcego faceta, a tobie przeszkadza mój Kuba? Coś podobnego. Kim on jest dla ciebie? Córka stała ze spuszczoną głową i coś bąkała pod nosem. - No mów wyraźnie jak cię pytam - nalegałam. - Mam prawo wiedzieć. - Mamo - podeszła bliżej i objęła mnie. - To jest mój chłopak. Przyjechał, bo chciał poznać ciebie i oświadczyć się. Odsunęłam się od niej - Zaraz, zaraz moja damo, a jak długo się znacie, że już się chce oświadczyć? - Od pierwszego dnia jak tylko zajechałam do Włoch. Nic ci nie mówiłam wcześniej, bo nie chciałam, żebyś się martwiła. Teraz już mogę.
Z wrażenia siadłam na kibelku ale zamiast się złościć, roześmiałam się. Córka patrzyła na mnie i nie wiedziała co jest grane. Spodziewała się dalszej reprymendy, a tu tymczasem matka się zanosi od śmiechu. Gdy się opanowałam, powiedziałam coś co z kolei ją rozśmieszyło. - No ładnie córcia. Obie wpadłyśmy na taki sam pomysł. Ja też nie chciałam cie martwić i nie przyznałam się, że się spotykam od paru miesięcy z Kubą. Teraz już wiesz. Możemy sobie podać ręce - mówiąc to uściskałam ją i śmiałyśmy się obie. W pewnej chwili spytała - A ty tak z nim już na poważnie? - A czemu pytasz, coś ci nie pasuje? - Wiesz - zaczęła. - Ja nie chcę się wtrącać, to twój facet ale on mi się nie podoba. - Znowu ty? - żachnęłam się. - To znaczy co masz przeciwko niemu, przecież dopiero go poznałaś? Córka patrzyła na mnie i kręciła głową. - Mamo, wiesz, że ja mam dziewiąty zmysł i od pierwszego wejrzenia wyczuwam ludzi? - Wiem i co z tego? - burknęłam, bo mnie zaczęła irytować jej dociekliwość. - A to, mamuśka, że on nie pasuje do ciebie. Nie mówię tu o urodzie, bo to twoja sprawa ale on ma w sobie coś takiego, nie wiem jak to określić ale gdy na niego patrzyłam od razu skojarzyłam go z żółwiem. Mimika twarzy, ruchy, jakby żył na zwolnionych obrotach. Jest diametralnie różny od ciebie. Z tego co mi o nim opowiadałaś inaczej go sobie wyobrażałam ale to co zobaczyłam dzisiaj... W każdym razie nie wiem czy go polubię - zakończyła. - Mała, nie wymądrzaj się, pogadamy jutro, a teraz daj mi się wykąpać i idź na górę zaprowadź
swojego amanta do pokoju. - Powiedz mi jeszcze co z twoja ręką? - Spytała już w drzwiach. - Czekałam kiedy o to zapytasz ale ty poza Natale nic nie dostrzegasz, tak mi się wydaje, no i poza moim Kubą - przycięłam jej. - Zmykaj. Jutro jest dzień na rozmowy. Kiedy wyszła, siedziałam chwilę nieruchomo, a potem odechciało mi się nawet kąpać. Umyłam się z grubsza i wróciłam do pokoju. Kuba zasnął w fotelu. Nie obudziłam go. Położyłam się do łóżka i zaczęłam rozmyślać, o tym co usłyszałam od Kuby i córki. Nie wyglądało to wszystko kolorowo i ciekawie. Nie spodziewałam się, że już od pierwszego spotkania, będą jakieś anse między nimi.