Witam Cię miły gościu.

Zaglądasz do mnie, jakże mi miło.
Zostaw komentarz, swój link, żebym mogła Cię odwiedzić, jeśli mnie zaprosisz.

Jeśli przemkniesz bez śladu, może nie będę płakać ale będzie mi smutno.


Przeglądaj archiwum

Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 30 marca 2010

Przed Wielkanocą


Na wszystkich blogach trwają dyskusje o świętach, o porządkach o przygotowywanych smakowitościach. A ja nic nie szykuje. Po prostu nic nadzwyczajnego. Dla mnie to dzień jak każdy inny. Spotkam się z rodziną na śniadaniu wielkanocnym, posiedzimy, pokosztujemy smakołyków przygotowanych przez bratową i tyle. Kiedyś lubiłam święta ale to było dawno. Żył wtedy mój ojciec, dziadek, w nas było więcej radości, beztroski i nadziei. Teraz każdy ma już swoje lata, jest nas coraz mniej przy stole więc z czego się cieszyć. Rozmawiamy o swoich problemach zdrowotnych, rodzinnych. Robimy to niemal codziennie przez telefon, więc przy świątecznym stole nie ma już co się wysilać. Moja osobista rodzina nie udała mi się tak jak chciałabym. Córka i syn są dla siebie dość chłodni. Nie żeby się nie lubili ale nie ma między nimi bliskości, zażyłości. Po części są obcy bo każde z nich ma innego ojca. Kiedy urodziłam córkę syn miał już 12 lat i nie bardzo był ucieszony z pojawienia się siostry. I tak już zostało. Ciągle miał o coś pretensje, był chyba zazdrosny. W starszym wieku trochę się to zmieniło, nawet zaprzyjaźnili się ze sobą ale kiedy ożenił się i wyjechał do swojej żony, kontakty z siostrą stały się rzadkie, okazjonalne. Potem córka wyszła za mąż i też miała swoje życie. Czasem do siebie dzwonią, spotykają się na rodzinnych imprezach i tyle. Marzyłam, że uda mi się ich zbliżyć do siebie ale na razie to mi nie wychodzi. Żadne z nich nie odziedziczyło po mnie empatii, serdeczności i zamiłowania do kultywowania tradycji.Są na wskroś nowocześni. Życie ich tak ukształtowało. Pogoń za pracą, za pieniędzmi zmienia ludzi. Smutne, ale to ich wybór. Skoro im jest tak dobrze, to cóż ja mogę? Cieszyć się, że im się dobrze wiedzie w życiu, że odwiedzają mnie, że dbają o mnie. A że nie przepadają za swoim towarzystwem? Może kiedyś zatęsknią za sobą. Pragnę tego ale nie staram się nakłaniać ich do tego, bo mogę jeszcze bardziej ich zrazić do siebie. No więc pozostaje mi tylko zajmować się sobą, odwiedzić w święta rodzinką, spotykać się z dziećmi i cieszyć się tym co mam a nie roztkliwiać się nad sobą i nad tym co mogłabym mieć. Córka nie jeżdzi ze mną na święta do rodziny bo nie uznaje spędów rodzinnych. Trochę ją rozumiem, bo mnie to też męczy ale co się nie robi dla tradycji i dla mamy. Może będą to miłe święta? Zobaczymy. Wesołych Świąt dla wszystkich i dla mnie też.