Witam Cię miły gościu.

Zaglądasz do mnie, jakże mi miło.
Zostaw komentarz, swój link, żebym mogła Cię odwiedzić, jeśli mnie zaprosisz.

Jeśli przemkniesz bez śladu, może nie będę płakać ale będzie mi smutno.


Przeglądaj archiwum

Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 12 grudnia 2010

Stara miłość nie rdzewieje ( 35 )

Nie dość, że miałam swoje problemy z Kubą, z oczami mamy, to jeszcze doszły mi obawy o los mojej córki. Dobrze chociaż, że planują ślub na wiosnę, a nie na te święta, bo będzie trochę czasu poznać bliżej przyszłego zięcia, a może coś im się odmieni, pocieszałam się. Kuba nadal nic nie mówił tylko patrzył tępo w telewizor i palił papierosa za papierosem, co oznaczało, że jest nie w sosie. Patrzyłam kątem oka na jego minę i zadawałam sobie po raz setny pytanie, dlaczego niektórzy mężczyźni zamiast powiedzieć wprost co ich gryzie, milczą jak zaklęci i nakręcają się po cichu. Taki właśnie egzemplarz siedział przede mną. Niby na oko oaza ciszy i spokoju, a w środku wulkan. Wystarczyłoby jedno moje nieopatrzne słowo, a wybuch murowany. Jak go oswoić, zastanawiałam się, jak zmiękczyć tę skorupę i nauczyć otwartości? Kiedy wszystko idzie po jego myśli, potrafi być wylewny, wesoły nawet dowcipny ale kiedy coś nie tak, zamyka się w sobie na cztery spusty i konia z rzędem temu kto go rozrusza. Albo niekiedy z byle powodu wyskakuje z awanturą jak Filip z konopi. Kiedyś taki nie był. Pamiętałam go jako wesołego chłopaka, dowcipnego, energicznego, potrafiącego się znaleźć w każdej sytuacji,towarzyskiego i bardzo rozmownego. Nie raz prowadziliśmy zażarte dyskusje z jego kolegami czy moimi koleżankami na przeróżne tematy i Kuba zawsze miał coś ciekawego do powiedzenia, nigdy się nie denerwował, a teraz milczek, smutas i narwaniec. Dawniej, we wszystkim się ze mną zgadzał, to on pytał mnie o radę, a obecnie uważa się za wyrocznię i na domiar złego nie liczy się z moim zdaniem. No może nie tak do końca ale często mu się to zdarza. Spotykając się z nim po latach nie brałam pod uwagę zmian jakie mogły zajść w jego wnętrzu, bo wydawało mi się, że i we mnie nic się zmieniło. Czyżbym tak bardzo się myliła?
- Kuba, położymy się spać, jak myślisz? - zadałam bzdurne pytanie, żeby przerwać milczenie, bo nic innego nie przychodziło mi do głowy. Nie chciałam roztrząsać tego co było wcześniej, żeby go nie sprowokować do niepotrzebnej dyskusji. - Rozłożę rogówkę, pomożesz mi, dobrze? - poprosiłam grzecznie, podnosząc się z fotela. - Zostaw, ja sam to zrobię. - Odpowiedział drewnianym głosem i zabrał się do rozkładania. Nie lubiłam takiego głosu u niego, bo czułam się nieswojo, tak jakbym w czymś zawiniła. Czy on ani raz nie pomyśli o tym jak ja się czuję w takich chwilach, zastanawiałam się, patrząc na jego zmagania a rogówką. Wiedziałam, że nie lubi takich sprzętów, gdzie trzeba rozkładać, ustawiać itp. Kuba był minimalistą. Jego dewiza to; mało, praktycznie i prosto. Ja lubiłam przeróżne kombinacje, byle ciekawe i funkcjionalne.
- Kubuś ja idę do łazienki, a ty rozłóż pościel. - Znowu zagadnęłam, żeby tylko coś powiedzieć ale on nawet nie mruknął tylko ze stoickim spokojem rozkładał dalej. Poszłam do łazienki, a kiedy wróciłam Kuba siedział na fotelu i znowu palił. - Skarbie - powiedziałam kładąc się do łóżka. - Nie pal już, bo się podusimy. Otwórz szerzej okno i idź się myć. - Nerwowo zgasił papierosa, otworzył okno na oścież i wyszedł. Za cholerę nie mogłam wydedukować o co mu chodzi. Przecież nikt mu nic przykrego nie powiedział, ja obchodziłam się z nim jak z jajkiem, więc czemu jest taki smętny i naburmuszony, biłam się z myślami. - O rany - wykrzyknęłam. - Już wiem. Pieniądze. Przecież ja mu nie oddałam pieniędzy. Wyszłam z pościeli, zarzuciłam szlafrok i poszłam do córki po pieniądze, które miała pobrać w bankomacie. Trochę się speszyłam, bo siedział u niej jeszcze Natale. Pospiesznie wzięłam pieniądze i kiedy wróciłam do pokoju Kuba już leżał w pościeli. - Ale z ciebie błyskawica - zażartowałam. - Myłeś się na czas? - Tak z grubsza, tylko pod prysznicem - odpowiedział. - Kubuś, proszę - wręczyłam mu odliczoną kwotę. - Przez te zaręczyny to całkiem zapomniałam. Kuba spojrzał, wziął forsę do ręki i uśmiechnął się. Potem wstał i wyszedł schować do portfela. Kiedy usiadł na łóżku obok mnie już miał inną minę. - Byłeś zły, że nie oddałam ci pieniędzy? - zaryzykowałam pytanie. Pokręcił przecząco głową ale to co powiedział za moment, utwierdziło mnie, że tak. - Nnnnie.., nie ale wiesz.... myślałem, że zapomnisz, a głupio by mi było się upominać. Wprawdzie to niewielka kwota ale zawsze coś.
- Uniosłam brwi. Widząc moją minę szybko poprawił się. - No wiesz, gdybyś nie miała to co innego, to bym się nawet nie upomniał ale skoro córka podjęła, to po co miałabyś wysyłać pocztą jak mogę zabrać. - Acha - wydusiłam. - Rozumiem.
Ale cholera, nie rozumiałam. Tego akurat nie rozumiałam. Co stało mu na przeszkodzie, żeby spytać czy mam pieniądze dla niego? Nic. A gdybym nawet zapomniała na amen tego dnia, to będzie dzień następny, albo inna okazja. Nie, on wolał się smęcić, naburmuszać i psuć mi humor z tak bzdurnego powodu. A ja głupia tyle się nagłowiłam, o co mu chodzi. Też mogłam go spytać ale mając już doświadczenie wiedziałam, że to się na nic zda, bo i tak nie powie od razu. Nie komentowałam jego tłumaczenia, tylko położyłam się i zgasiłam lampkę. Kuba nie zareagował. Leżeliśmy dość długą chwilę w milczeniu. Kuba westchnął i poruszył się. Wiedziałam, że teraz będzie się przymilał, bo już dość długo czekał na chwile intymności. Ja też czekałam ale akurat w tej chwili straciłam ochotę. Kiedy Kuba przytulił się do mnie i zaczął mnie obejmować i błądzić ręką tam gdzie lubił, ja lekko odsunęłam się. - Kotku - usłyszałam i poczułam gorący szept przy uchu. - Tak długo już czekam, a ty co, nie masz ochoty? Nie dręcz mnie, proszę?. - Wiedziałam, że gdy definitywnie odmówię to będzie naburmuszony cały następny dzień ale z drugiej strony nie mogłam tak od razu ulec. Niech się bardziej postara, postanowiłam. Zaczęło się przekomarzanie, droczenie, przymilanie i z tego wszystkiego moje urazy gdzieś się ulotniły, ustępując miejsca czułości i, i, i stało się to co miało się stać i było pięknie, tak pięknie, że trzeba było powtórzyć, żeby przekonać się czy może być jeszcze piękniej. Może gdybym nie była jeszcze obolała, to byłoby więcej powtórek ale ta jedna w zupełności wystarczyła. Kuba był pełen sił witalnych, chociaż za każdym razem marudził, że według niego to już nie to co było kiedyś. Ja przekonywałam go, że jest nawet lepiej. Nie wiem czy mi wierzył ale widziałam, że to go podbudowuje i cieszy. Klasyczny mężczyzna, pod tym względem, uśmiechałam się z czułością, patrząc na jego zadowoloną minę .
Leżeliśmy wtuleni w siebie i prawie do północy rozmawialiśmy o wszystkim co nam tylko przyszło na myśl. Było znów miło i beztrosko, a Kuba promieniał radością. Zrozumiałam, że to raczej brak naszej bliskości mu doskwierał, a nie pieniądze i Włoch, narzeczony mojej córki. Chyba nigdy nie poznam go do końca, przyznałam się sama przed sobą. Zasnęliśmy pogodzeni, pojednani i spokojni. W czasie rozmowy uzgodniliśmy, że Kuba przed południem pojedzie do domu, bo ja już czuję się całkiem dobrze, wróciła córka, więc jego obecność jest zbędna. Gdyby tak zawsze było jak teraz, myślałam zasypiając, to mógłby już tu zostać na dłużej.