Witam Cię miły gościu.

Zaglądasz do mnie, jakże mi miło.
Zostaw komentarz, swój link, żebym mogła Cię odwiedzić, jeśli mnie zaprosisz.

Jeśli przemkniesz bez śladu, może nie będę płakać ale będzie mi smutno.


Przeglądaj archiwum

Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 26 września 2010

Stara miłość nie rdzewieje ??? ( 33 )

Nie spałam najlepiej. Budziłam się co chwilę, wstawałam, wychodziłam do kuchni i wracałam do łóżka ale o spaniu nie było mowy. Parę razy zdrzemnęłam się trochę dłużej ale trudno to nazwać spaniem. O świcie, kiedy siedziałam w kuchni przy kawie, usłyszałam skrzypnięcie drzwi od werandy, a potem od pokoju córki. Zastanawiałam się kto do kogo, czy Natale zszedł do córki czy córka wróciła od niego z góry. W pierwszej chwili miałam zamiar pójść i sprawdzić ale po zastanowieniu się zrezygnowałam. Pójdę i co powiem, pomyślałam. Jeśli Natale będzie u niej, to co, mam go wygonić? To byłoby idiotyczne. Córka ma dwadzieścia cztery lata, więc cóż ja mam do tego z kim sypia, tym bardziej, że sama mam w domu swojego mężczyznę. Głupia i niezręczna sytuacja dlatego wolałam się nie wtrącać. Najwyżej porozmawiam z nią na osobności. Jeśli są już parą, to przecież na pewno spali ze sobą i chyba się zabezpieczają, więc o co mam się martwić.
Wprawdzie miałam zaufanie do córki, bo była dziewczyną ułożoną, nie zmanierowaną i bardzo rozsądną ale wiadomo to co za człowiek z tego Natale. Znają się kilka miesięcy, wcześniej o nim nic nie mówiła, więc sama nie wiedziałam co myśleć. Planują oświadczyny, jak mówiła córka, a ja nie spodziewałam się tak szybko zięcia i do tego obcokrajowca.
Dopiłam kawę i wróciłam do pokoju. Żal mi się zrobiło Kuby, bo spał w fotelu poskręcany jak precel. Obudziłam go i chciałam żeby się przeniósł na łóżko ale on się tylko przekręcił na drugi bok i dalej spał. - Jak sobie chcesz - burknęłam i położyłam się. Nie byłam zadowolona, ba, byłam zła i poddenerwowana. Kuba nie w humorze, ja w głupiej i niezręcznej sytuacji, córka od pierwszego wejrzenia nie zaakceptowała Kuby. Nie wesoło zapowiadał się dzień. Nie sprawdziło się to co sobie często wyobrażałam. Miało być inaczej. Planowałam, że córka i Kuba polubią się, że będzie miło i rodzinnie, a tu na całej linii klapa. I do tego jeszcze ten Włoch. Może gdyby nie było Natale inaczej wypadłoby zapoznanie Kuby i córki. Chyba byłam zmęczona, bo mimo kotłujących się w głowie myśli zasnęłam. Obudziła mnie Ksenia na śniadanie. Dochodziła dziewiąta. Pogoda była piękna więc śniadanie czekało na ogródku. Córka postarała się jak nigdy. Na stole było tyle jedzenia jakby nas była wielka gromada. Wszystko pięknie podane, kolorowe i apetyczne. Sałatka z tuńczyka z żółtym serem była pyszna, zapiekanki z warzywami, kanapki na sałacie z szynką,jajkiem i majonezem, a do tego aromatyczna kawa z ekspresu i banany w miodzie. Czułam się jak na wykwintnym przyjęciu. Nie wiem czy od widoku tak apetycznych potraw czy fakt, że córka zrobiła wystawne śniadanie na powitanie, mój nastrój od razu uległ poprawie. Młodzi byli ćwierkający, roześmiani tylko Kuba był smętny i skwaszony. Chociaż zawsze apetyt mu dopisuje to tym razem dziobał jak kura, po trochu. Jedynie porcje bananów opylił do cna, bo lubi słodkości. Córka próbowała parę razy zagadnąć do niego ale on nie kwapił się do rozmowy. Odpowiadał grzecznie ale bardzo zdawkowo. Kiedy wypił kawę, odszedł od stołu zapalić papierosa. Starałam się zachęcić go do rozmowy bo jakoś nie fajnie to wyglądało, my przy stole roześmiani, a on pod drzewem z papierosem i smutny. Nie wiedziałam o co mu się rozchodzi. Chyba tylko o to, że spał na fotelu ale przecież to był jego wybór. Młodzi zostali jeszcze przy stole, a ja z Kubą poszłam do domu. - Czemu jesteś taki naburmuszony i tak mało jadłeś - spytałam za progiem. - Ksenia tak się postarała, a ty siedziałeś jak na rozżarzonych węglach. Mało co się odzywałeś. Kuba, czemu mi to robisz? - Nie ma o czym mówić - machnął ręką i położył się na rogówce. - Zdrzemnę się.
Nie dałam za wygraną, bo wiedziałam, że coś jest nie tak. Za dobrze znałam jego humory. Usiadłam obok i już łagodniej zapytałam - Kubuś, o co chodzi, przecież widzę, że coś cię gryzie, no? - A, bo ja nie lubię takich paradnych śniadań. Ani to żadna uroczystość, ani święto. Po co to wydawać pieniądze na takie cymesy. Byle Włoch przyjechał i tak się wystawiacie jakby jakaś ważna osobistość się zjawiła.
- Kuba, ty chyba żartujesz - wyskoczyłam jak z procy. - Przecież nie ja kupiłam to wszystko, bo niby jak to miałam zrobić. Ty też nie. Widziałeś co było w lodówce wieczorem, tylko to co ty kuoiłeś. Oni to przywieźli ze sobą, a śniadanie było okazją dla waszego bliższego poznania się, nie rozumiesz tego? Poza tym każdego gościa mamy zwyczaj godnie przyjmować w swoim domu. Kiedy ty przyjechałeś pierwszy raz też się postarałam, nie pamiętasz już? Wiesz co, wkurzasz mnie. Zachowujesz się jak..jak..a, szkoda z tobą gadać. Lepiej już śpij. Poderwałam się i wyszłam z pokoju. Teraz dopiero byłam wściekła. Głupie rozumowanie Kuby popsuło mi dobry nastrój. Zachował się jak rasowy samiec, któremu drugi wchodzi na jego terytorium. Poszłam na podwórko do młodych. Ksenia od razu zauważyła, że coś jest nie tak. - Mamo, o co się Kubie rozchodzi - od razu zagadnęła. - Mało jadł, nic prawie nie mówił, jak ty z nim wytrzymujesz? Roześmiałam się udając, że wszystko jest w porządku. Napomknęłam tylko, że się nie wyspał i boli go głowa. Musiałam trochę pozmyślać, przecież nie mogłam powiedzieć prawdy, bo to utwierdziłoby jej pierwsze wrażenie. Nie wiem czy uwierzyła ale już więcej nie wracała do tego tematu. Siedziałam z nimi jak na tureckim kazaniu. Natale z Ksenią rozmawiali, a ja co chwilę musiałam dopytywać córkę o co chodzi, kiedy Natale zwracał się do mnie. W końcu ona miała dość. - Dajcie mi już święty spokój - zakończyła naszą pogawędkę. - Mama, rozmówki polsko-włoskie są w pokoju, to samo Natale, brać i uczyć się. Mnie się już w głowie kręci od ciągłego słuchania i tłumaczenia. Zbierając nakrycia ze stołu spytała - Potrzebujesz coś z miasta, bo zaraz jedziemy. - Tak potrzebuję. Pobrać pieniądze z bankomatu, bo muszę oddać Kubie i trzeba zawieźć brakująca kwotę za lodówkę, do marketu. Dałam drugą kartę do bankomatu, napisałam potrzebne informacje na kartce, zadowolona, że nie musi już Kuba jechać. - Dasz nam samochód? - przymilnie spytała córcia. Tego się nie spodziewałam. Zrobiłam chyba wystraszoną minę bo córka zaczęła coś tłumaczyć Natale. Ten od razu wyciągnął z kieszeni prawo jazdy i podał mi. Pooglądałam i kiwnęłam głową, że tak, dam samochód, chociaż miałam pietra jak diabli. Nie znam faceta, nie wiem jak jeździ, a do tego u nas są całkiem inne warunki na ulicach niż we Włoszech. - Mamuś - uspokajała córka. - Natale jest świetnym kierowcą. Nie musisz się bać. On ma Alfa Romeo i to nie jest jego pierwsze auto, więc zna się na samochodach. Nic się martw. Jeździłam z nim nie raz, to wiem co mówię. Jeździ ostrożniej od ciebie. - Dobra, dobra, już mnie nie bajeruj. Jedźcie i wracajcie cali - odparłam zrezygnowana. Obawiałam się ale co miałam zrobić, nie dać, tym bardziej, że i dla mnie mieli załatwić ważną sprawę.
Młodzi pojechali, a ja zabrałam się za uwolnienie barku z usztywniającego opatrunku. Czułam się już dobrze. Ręka była sprawna, nic nie bolało więc po co miałam być spętana. Przecież nie było to złamanie tylko podwichnięcie. - Ale ulga - westchnęłam po zdjęciu bandaży i szyny. Bólu nie czułam ale ruchy nie były jeszcze pełne. Jeśli będę się oszczędzać, to nic się stanie, zdecydowałam i weszłam do wanny. Nareszcie mogłam się porządnie umyć. Moczyłam się ponad godzinę. Co za radość, że mogłam się kąpać bez ograniczeń. Obejrzałam dokładnie swoje ciało. Siniaki już prawie zniknęły. Na piersiach i na lewym boku były jeszcze żółtawe przebarwienia, a na drugiej ręce otarcia się ładnie zagoiły i była delikatna różowa skórka. Odświeżona, odnowiona weszłam do pokoju. Kuba siedział w fotelu i palił papierosa. - Już nie śpisz? - podeszłam do niego. - Popatrz zdjęłam usztywnienie i sama się wykąpałam - zadowolona pochwaliłam się swoim wyczynem. - Już prawie nic nie boli, o - podniosłam do góry rękę. - No to się chwali - odparł. - A gdzie młodzi? - Pojechali do miasta po jakieś zakupy - odparłam. - Dałam im samochód - dorzuciłam i zawróciłam do kuchni. - Zrobić ci coś do pi... - nie dokończyłam pytania bo Kuba wyskoczył z fotela z krzykiem jak oparzony.
- Co?!! Ty dałaś jakiemuś palantowi samochód??!! Jak mogłaś?! Latał po kuchni jak szalony. Sapał, wymachiwał rękami, poczerwieniał na twarzy i wciąż na mnie pokrzykiwał.
- Samochodu się nie pożycza, nie wiesz o tym, ja bym swojego nigdy nawet bratu nie dał, a ty dajesz komuś kogo znasz parę godzin, Grażyna ty jesteś nieodpowiedzialna! Nieodpowiedzialna, rozumiesz?! Nie szanujesz tego co masz. Lodówkę już jedną zniszczyłaś, drugą kupiłaś drogą i bez sensu taką wielką, a teraz samochód...Nie, to mi się w głowie nie mieści.
Stałam jak słup soli, wrośnięta w ziemię. Zdumienie odebrało mi mowę. Patrzyłam na jego napad furii, bo tak to wyglądało i w myślach zadałam sobie tylko jedno pytanie; Po cholerę mi facet, który kwestionuje wszystko co tylko zrobię?
To co on teraz wydziwiał, z kolei mnie nie mieściło się w głowie.
Jestem impulsywna, dynamiczna ale nigdy nie posunęłabym się do zrobienia komuś bliskiemu takiej karczemnej awantury i to z powodu czegoś co mnie nie dotyczy bezpośrednio. Tego już było za dużo. Przełknęłam ślinę i bardzo spokojnie ale stanowczo powiedziałam.
- Kuba, przesadziłeś i to jak jasna cholera. Mam cię dość, słyszysz, mam cię dość. Nie masz prawa mi czegokolwiek zabraniać i oceniać mnie. Nigdy, zapamiętaj to sobie. Nigdy.
Odwróciłam się i wyszłam zostawiając go z otwartymi ustami. Nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Zburzyłam jego sztywny schemat roli mężczyzny w związku. Według niego, to mężczyzna ma decydować o wszystkim, a kobieta powinna bez szemrania to akceptować. O, nie. Nie ze mną takie numery, mój drogi. Czułam się podle, tak jakby ktoś wylał mi na głowę pomyje. Byłam zła, upokorzona, zawiedziona, rozczarowana i sama już nie wiedziałam jaka. Wiedziałam natomiast, że na takie wolty nie mogę sobie pozwolić. Gdyby zwrócił mi uwagę grzecznie, odnośnie samochodu, to przyjęłabym bez zastrzeżeń bo sama miałam wątpliwości ale awantura z wyliczaniem lodówek i jeszcze ta wcześniejsza uwaga o wystawnym śniadaniu... Nie i jeszcze raz nie. Sytuacja była nieciekawa bo znając go wiedziałam, że będzie się dąsał co najmniej cały dzień albo i dłużej. Ja go nie mam za co przepraszać, więc nie mam zamiaru się do niego odzywać ani mu niczego ułatwiać. Wrócą młodzi i córka od razu zorientuje się, że coś jest nie tak. Wszyscy będziemy się czuli paskudnie. Podjęłam decyzję błyskawicznie. Weszłam do domu i prosto od drzwi oznajmiłam - Kuba, wybacz ale uważam, że powinieneś już jechać. Nie zasłużyłam sobie na takie traktowanie. Jeśli tak ma wyglądać nasze bycie razem to ja mówię pas. - Tak uważasz? - wykrztusił przez zęby. - Moje zdanie dla ciebie nic nie znaczy? Jakiś Włoch jest ważniejszy,co?
Popatrzyłam na niego prawie z politowaniem. Co on pieprzy, pomyślałam. Gada jak potłuczony. Co ma do tego wszystkiego Włoch? To jakiś obłęd.
- Widzę, że ty nic nie chcesz zrozumieć - skwitowałam jego pytanie. - Wróci Ksenia, to oddam ci pieniądze i możesz jechać. Dziękuję ci za opiekę. Jak sobie wszystko przemyślisz i dojrzejesz do sensownej rozmowy, to wiesz jak mnie znaleźć. Na dzisiaj już nie mamy o czym rozmawiać.
Byłam opanowana jak nie ja. Aż sama dziwiłam się, że tak otwarcie i dosadnie mu wygarnęłam to co od dawna mnie uwierało. On był wyraźnie zaskoczony i chyba przygnębiony. Może gdybym nie była tak chłodna i zasadnicza, to zdobyłby się na jakiś gest przeproszenia. A tak, nie dałam mu szansy.
- Nie będę czekał na pieniądze - wymamrotał. - Wezmę na poczcie z książeczki. Odeślesz mi.
Za kilkanaście minut wsiadając do swojego Tico, spojrzał na mnie i na do widzenia powiedział cicho - Nie spodziewałem się tego po tobie, wiesz kochanie?