Witam Cię miły gościu.

Zaglądasz do mnie, jakże mi miło.
Zostaw komentarz, swój link, żebym mogła Cię odwiedzić, jeśli mnie zaprosisz.

Jeśli przemkniesz bez śladu, może nie będę płakać ale będzie mi smutno.


Przeglądaj archiwum

Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 24 sierpnia 2010

Stara miłość nie rdzewieje ??? ( 30 )



Kuba wziął w obydwie dłonie moją, ucałował i szepnął;
- Przepraszam kochanie, jestem głupcem. Drugu już raz się do tego przyznaję.
Czułam jego dłonie na mojej ręce, słyszałam jego głos, nie słowa, głos i to mi wystarczyło. Po raz któryś już zrozumiałam jak bardzo mi na nim zależy. W takiej chwili wybaczyłabym mu najgorsze draństwo, żeby tylko był obok i tylko dla mnie.
- Nie mów nic – ledwo wymówiłam parę słów, bo połykałam łzy. Ścisnęłam mocno jego dłoń i tak trwaliśmy jak dwa posągi złączone dłońmi.
Kuba pochylił się, żeby mnie pocałować.
– Mogę, nie będzie cię bolało? - spytał zbliżając usta do moich.
- Nie pytaj – odparłam. - Nawet gdyby bolało, to całuj, pragnę tego, bardzo – mruczałam mu prosto w twarz. Nasze usta się połączyły, gdy nagle drzwi otworzyły się z impetem, a w nich stanął mój brat. - No tak myślałem – zaśmiał się. - Zostawić was na chwilę samych to już robicie głupoty – dowcipkował. - A ty szwagier, to uważaj, bo jak uszkodzisz siostrę to będziesz miał ze mną do czynienia – groził Kubie palcem.
- Zwariowałeś! – wypaliłam, trochę speszona. - Po co się wróciłeś? Coś z samochodem nie tak? - zaniepokoiłam się.
- Nie, nic z samochodem, tylko dokumentów mi nie dałaś siostruniu - kręcił się po pokoju jak bąk, szukając mojej torebki. - Gdzie to masz?
Teraz ja się roześmiałam.
- W schowku, braciszku, tam gdzie ich miejsce. Nie wpadłeś spryciarzu na to?
- A niech to, klasyczna baba . Jak ktoś ci zwinie auto, to będzie miał cały komplet. – Machnął ręką i rzuciwszy ogólnie - cześć - wypadł z domu.
Nastrój diabli wzięli. Kuba chodził po pokoju jakby nie mógł sobie znaleźć miejsca. Ja siedziałam w łóżku, patrząc na jego przygarbioną sylwetkę i zastanawiałam się co go gryzie.
- Mogę zapalić – zapytał znienacka. Kiwnęłam głową, zaskoczona, bo nigdy o to nie pytał.
- Ty też chcesz? - wyciągnął otwartą paczkę w moją stronę.
- O, moja marka - zdumiałam się. - Na Marlboro się przerzuciłeś? Daj, proszę.
- Nie przerzuciłem się tylko kupiłem ze względu na ciebie. Przecież wiem, że ci moje Ekstra Mocne śmierdzą.
- To prawda – przytaknęłam zaciągając się dymkiem i posłałam mu całuska, z kółeczkiem dymu. - Doceniam twoje poświęcenie. To teraz zrób jeszcze kawy i będzie już całkiem fajnie.
Poszedł do kuchni, a ja leżałam, zaciągając się papierosem. Zadowolona, bo miałam swojego mężczyznę, spokojna, bezpieczna i szczęśliwa. Nic mi więcej nie było na razie potrzeba. No, może, żeby przestało boleć i żebym mogła rękami swobodnie ruszać. Tak bardzo chciałam go objąć, wtulić się w jego ramiona, a tu nic z tego. Bariera bólu i opatrunku usztywniającego. Do tego ciało obolałe, posiniaczone i spuchnięte kolano. Dziwne to jest, myślałam. Ostatnio nie miałam ochoty na zbliżenie, chociaż leżał obok mnie, a teraz kiedy nie ma możliwości to tylko o tym myślę. Kapryśna ta moja natura. Bardzo mi się chce, kiedy nie można. Ciekawe czy z Kubą jest tak samo, zastanawiałam się. Muszę go podpytać. - Kotku jaką zrobić kawę? - dobiegł mnie głos z kuchni.
- Ja mam ochotę z ekspresu, a ty jaką chcesz to zrób sobie - odpowiedziałam i po cichutku się zaśmiałam.
To był mój złośliwy wybieg. Wiedziałam, że sobie nie poradzi z ekspresem, a to był dobry moment, żeby go do tego zmusić. Przecież chorej nie odmówi.
- Kotku, a gdzie jest ekspres – ponowił pytanie.
- Na bufecie w rogu, taki cały czarny, widzisz? – instruowałam czekając co będzie dalej.
- Tak, widzę – potwierdził. Czekałam cierpliwie ale to już za długo trwało więc zwołałam
– Kochanie długo jeszcze? - A nie wolisz rozpuszczalnej, byłoby szybciej – stanął w drzwiach z miną chłopca, któremu się nie udało.
- Ojej – udałam zdziwienie. - Myślałam, że już kawa idzie.. - Kotku, ja nie wiem jak to zrobić – mówił poirytowany i trochę zawstydzony. - Nie chcę ci popsuć. Mogłam się zgodzić na „puszczalską” kawę ale postanowiłam nie popuścić.
- Przynieś tu ekspres, to ci pokażę co i jak. Po chwili przyszedł i szczegółowo, aż dwa razy wytłumaczyłam jak to ma obsłużyć. To była najbardziej i najdłużej oczekiwana kawa, jaką piłam w życiu. Kuba był nieszczęśliwy, bo potem trzeba było myć od ręki. Po skończonym myciu zakomunikował, że pierwszy i ostatni raz używa ekspresu.
- Co za bezsens – wywnętrzał się. - Żeby się napić kawy, tyle roboty, przed i po. A smak taki sam jak rozpuszczalnej.
- Żartujesz?! - zrobiłam minę jakby powiedział coś bardzo niestosownego. - Nie czujesz różnicy? Dla mnie jest zasadnicza. Ta kawa ma smak i aromat, a rozpuszczalna smakuje jak popłuczyny po kawie.
- Eeee – wzruszył ramionami, - Dziwactwa jakieś. Kiedyś pijaliśmy mieloną Orient, albo Super i było dobrze. Teraz robi się takie wydziwianie i fanaberie.
Nie chciałam drążyć tematu dalej, żeby się nie denerwował, więc postanowiłam zażyć go z innej strony.
- Kubuś – zwiesiłam na nim błagalne spojrzenie. - Nie jesteś głodny? Bo ja tak. Może zrobisz coś do jedzenia? Poderwał się z fotela.
– A co mam zrobić? - zapytał pospiesznie.
- No coś na ząb, może obiad, taki na jedno danie – rozważałam, flegmatycznie przeciągając każde słowo.
- Zajrzyj do lodówki, coś wymyślisz, a jak nie to zajdź na dół do sklepu. Hania ma o tej porze kurczaki z rożna albo ryby, to wybierzesz. Widząc jak ochoczo poderwał się do wyjścia, dorzuciłam jeszcze parę zakupów. - Kup od razu frytki mrożone, śmietanę, pomidory, ogórki kiszone, pieczywo i pojemnik jajek, dobrze?
- Oj, to muszę zapisać, bo nie spamiętam – usiadł przy stole i skrzętnie zapisywał pod dyktando. Żal mi go było ale sam sobie zasłużył na takie traktowanie. Mogłam przecież wstać i coś z jego pomocą upitrasić, chociażby zapiekankę z makaronu i wędliny. Postanowiłam jednak dać mu trochę popalić, żeby zrozumiał co to znaczy mieć kogoś pod opieką i żeby uświadomił sobie jak bezmyślnie i bezdusznie się zachował, wyjeżdżając i nie dzwoniąc, zostawiając mnie potłuczoną, obolałą na łasce brata i bratowej.
Jeśli chce być ze mną, musi się wiele nauczyć i zrozumieć. Ja mam być na pierwszym miejscu, a dopiero reszta świata, zdecydowałam i aż gwizdnęłam z zachwytu nad celną myślą. Spodobało mi się to co wymyśliłam. Tylko muszę o tym pamiętać. Zawsze. Moje kochanie wróciło obładowane jak wielbłąd. Oprócz tego o co ja prosiłam, kupił jeszcze zapas papierosów, żółty ser, boczek wędzony i kiełbasę na grilla, pączki z różą i butelkę czerwonego wina. Zapach kurczaka z rożna rozszedł się po całym mieszkaniu. Hania, która prowadziła sklep, potrafiła przyrządzać drób i ryby na rożnie. Nic dziwnego, że klientów miała codziennie. Kuba kupił kurczaka i dwa pstrągi.
- To od czego zaczynamy – spytałam, bo czułam jak mi ślinka leci, a żołądek ssie. - Włóż frytki do piekarnika. Kurczaka też, to się fajnie podpiecze, będzie smaczniejszy.
Zwijał się jak ukropie. Chował wiktuały do lodówki, doglądał frytek i kurczaka, przygotowywał nakrycia. Aż miło patrzeć jak sobie dobrze radzi. Wszystko mu się udało znakomicie. Kiedy przyniósł obiad do łóżka, postanowiłam jednak wstać.
- Kochanie ale ja może wstanę – zaproponowałam nieśmiało. - Tak się napracowałeś, to nie wypada, żebym jadła w łóżku. Usiądźmy w kuchni przy stole, dobrze? Będzie przyjemniej i wygodniej.
- Jak sobie pani życzy – skłonił głową i zaniósł tacę do kuchni.
- Pomożesz mi wstać? - zawołałam jękliwie. - Tylko trochę, żebym mogła wyjść z łóżka.
- Już się robi - podbiegł i podał mi rękę. - Najpierw do łazienki, dobrze kotku – marudziłam. - Muszę umyć ręce. W łazience stanęłam przy wannie i wskazałam na ręce. - Pomóż, bo sama nie dam rady. Wziął mydło, odkręcił wodę i delikatnie jak tyko mógł najlepiej mył jedna po drugiej moje łapki.
Sama też bym potrafiła ale to było zaplanowane w ramach szkolenia i karnych ćwiczeń. Z pietyzmem powycierał mi ręce ręcznikiem i poprowadził mnie do stołu.
- Pokroisz mi, bo jedną ręką to nie za bardzo...
- Oczywiście - zerwał się i za moment na moim talerzu wylądowały kawałki kurczaka i ogórków. Byłam głodna i on też, bo kurczak i frytki znikały z talerzy. Pyszny był obiad, do tego dobre winko, wprawdzie czerwone ale niech tam. Ważne, ze smakowało.
- Ale podjadłam – uśmiechnęłam się szeroko.
- Dziękuję kochanie. Dawno mi tak obiad nie smakował.
Widziałam, że mu sprawiłam tym przyjemność. Poczuł się doceniony, co zaakcentował uśmiechem i drapaniem się za uchem. Zawsze tak robił, gdy mu mówiłam coś miłego.
- Zmęczony jesteś – spytałam troskliwie i szczerze tym razem, bo widziałam, że jest zmachany i podekscytowany. - O, a nie powiedziałeś mi czym przyjechałeś – nagle sobie przypomniałam, że skoro przyjechał rano, to znaczy, że nie pociągiem. - Nie ma pociągu rano.
- No jak to czym – rozłożył ręce zdziwiony moim pytaniem. - Samochodem, żeby być szybciej. Pociągiem byłbym dopiero dzisiaj na noc. - No tak, no tak – mruczałam nie bardzo wiedząc co dalej powiedzieć.
- Grazia, po rozmowie z tobą przemyślałem wszystko, pozałatwiałem jeszcze parę spraw u Jarka i około północy wsiadłem w auto i jestem. Wziąłem trochę roboty z sobą więc nie muszę się spieszyć, mogę tydzień tu zostać albo i dłużej, ile będzie potrzeba. Jarek nie miał nic przeciwko temu, nawet mnie popędzał. Wybacz mi, że tak spanikowałem.
- Cóż mam zrobić – odparłam. - Wybaczam ci ale przedwczoraj i wczoraj było mi cholernie przykro. Mogłeś poczekać godzinę, aż wrócimy. Wiesz jak ja się poczułam i to w dodatku jeszcze przy rodzinie, jak byś mnie miał w nosie. Stasia tez była zaskoczona i nie spodobało jej się to co zrobiłeś.
- Wiem, że to wyszło paskudnie i nie po męsku ale ja się bałem, bo nie wiedziałem co mi zginęło.
- A cóż ci mogli ukraść, z domu – oburzyłam się, bo przecież znałam jego mieszkanie. - telewizor, video i nic więcej.
- Kotku – skrzywił się, mrużąc oczy. - Dokumentacja, rozumiesz co to znaczy? Mam u siebie mnóstwo dokumentów projektowych z wielu lat i z wielu obiektów z Lublina i innych miejscowości. Mapy geodezyjne, linie elektryczne, kanalizacyjne. To są ważne strategiczne dokumenty. Poza tym mam dość sporo złotej biżuterii i innych precjozów. Od lat kupowałem na czarną godzinę. Nie pokazywałem ci, bo nie mówiliśmy na razie o tym.
- Kuba, gdybym wiedziała o tym, to sama bym cię wypędziła, żebyś jechał. Czemu mi nie napisałeś, nie poczekałeś godzinkę. Ta godzina i tak by ci nic nie pomogła gdyby nawet cię okradli. Oj, chłopie jak przez twoje nic nie mówienie można sobie narobić ambarasu.
- No dobra już, jestem durny i nic na to nie poradzę. Bratowa mi powiedziała, że ona zostanie z tobą albo cię zabiorą do siebie to się poczułem rozgrzeszony. Gnałem jak wariat, bo nie wiedziałem co zastanę. Po tym jak sprawdziłem, że wszystko jest na miejscu i jak wróciłem z policji, byłem tak padnięty, że zasnąłem jak kamień. Dopiero Jarek mnie obudził, a rozmową z tobą postawiła mnie na nogi. Podszedł do mnie, delikatnie przytulił się i gładząc ręką po głowie szeptał do ucha
– No już, nie złość się Grazia. Teraz wiesz wszystko, postaraj się zrozumieć i wybacz. Jestem przy tobie i widzę, że jestem ci bardzo potrzebny. Kocham cię głuptasku, chyba nie wątpisz w to, co? - zajrzał mi w oczy i czekał co odpowiem. Milczałam, zaciskając usta. Chciałam mu powiedzieć, że jest wspaniały, mądry i że wszystko już nie ma znaczenia ale przypomniałam sobie moją myśl; „ja przede wszystkim a dopiero reszta świata”.
- Kubuś, rozumiem, wybaczyłam ale nie mogę zapomnieć, że mnie zostawiłeś z kilkoma zdaniami nabazgranymi w pośpiechu, bez telefonu, bez zapytania o samopoczucie. Mogłeś przecież przystanąć po drodze gdzieś na stacji benzynowej i zadzwonić. To takie trudne?
- Mogłem ale mi do głowy nie przyszło, że tak można. Nie byłem nigdy w takiej sytuacji. No widzisz jaki jestem tępak? - zakończył samooskarżeniem.
- Dobrze kochanie – przytuliłam twarz do jego policzka. - Jesteś zmęczony, jechałeś całą noc, robiłeś obiad, więc teraz odpocznij. Połóż się w pokoju obok, tam gdzie Mirki spali. Pościel jest w szafce przy wersalce. Pogadamy jak wypoczniesz. Ja też się chcę położyć.
- Masz rację kotku,ja padam z nóg, nie jestem przywyczajony do takiego tempa. Chodź, pomogę ci się położyć, potem się wykąpię i chyba zaraz padnę.
Zaprowadził mnie do łóżka, rozebrał z szlafroka i ułożył delikatnie jak porcelanową figurkę.
- Kubuś, nachyl się – poprosiłam, a kiedy zbliżył twarz do mojej szepnęłam – Kocham cię. Pamiętaj o tym zawsze. I nie zrób już nic, żeby nie zepsuć tego co jest między nami.
Cholera pomyślałam, gdy tak stał pochylony i uśmiechał się do mnie. Ja go naprawdę kocham i chcę, mimo wszystko. Byłam, znowu szczęśliwa. Obolała na ciele ależ już nie na duszy.
- Idź już skarbie, bo.....bo wiesz co – mrugnęłam porozumiewawczo.
- Idę, bo ja też, i to bardzo....wiesz przecież – westchnął i powoli wychodził z pokoju, nie przestając patrzeć na mnie.