Witam Cię miły gościu.

Zaglądasz do mnie, jakże mi miło.
Zostaw komentarz, swój link, żebym mogła Cię odwiedzić, jeśli mnie zaprosisz.

Jeśli przemkniesz bez śladu, może nie będę płakać ale będzie mi smutno.


Przeglądaj archiwum

Łączna liczba wyświetleń

sobota, 19 czerwca 2010

Bez szans


No ładnie.
Dzisiaj na konto wpłynęła moja emerytura. Zazwyczaj gdy konto się zapełnia to ludzie się cieszą. A ja się zasmuciłam. I to bardzo, bo szybko w pamięci przeliczyłam rachunki do zapłacenia, ratę do banku i to co muszę kupić już i...., i wyszedł mi już na starcie minus. Duży minus, na dziś, a przede mną cały nowy miesiąc do przetrwania. Nagle odechciało mi się wszystkiego. Nawet kawa mi nie smakowała, bo zamiast smaku kawy poczułam smak pieniędzy, brakujących pieniędzy. Nie mam pomysłu co dalej. Przeglądnęłam szafki kuchenne, lodówkę i na upartego jakieś zapasy mam ale pieczywo, mleko, ziemniaki, paliwo do auta...to trzeba kupić. Za co? Druga rata podatku do gminy nie zapłacona, za miesiąc przyjdzie Oc samochodowe do zapłaty...Cholera!!! Zmobilizowałam się i napisałam kawałek nowego opowiadania. Jutro skończę i już pomysł na dwa następne. Jeśli się wyrobie do niedzieli wieczora to w poniedziałek wyślę do redakcji. Przyjmą na pewno, bo już mam wypracowany swój styl i zawsze mi przyjmują. Jest tylko jedno ale, kiedy go puszczą do druku. Płacą dopiero po ukazaniu się w druku. Na razie cieszę się, że potrafiłam się sprężyć i zaczęłam znów pisać. Pisanie blogu przynosi efekty. Nabrałam większej wprawy i sprawności w pisaniu. Muszę się jeszcze bardziej zmobilizować i może nadgonię stracony czas i okazje.
Dzisiaj zrobiłam mega pranie. Cieszyłam się, że mi wyschnie w ogrodzie, a tu klops. Od wieczora pada. Będzie się uszlachetniać na deszczu dopóki nie wyjdzie słońce, a potem pranie od nowa. Jak ja to lubię...a mogłam poczekać z wieszaniem.
Już jest po trzeciej. Zaraz będzie świtać.Pora na mnie. Wprawdzie po południu parę godzin przespałam ale czas odpocząć. Od siedzenia przy komputerze znowu obrzękły mi stopy i podudzia.